Istnieją gatunki, które w zbiorowej świadomości, funkcjonują jako niskie i niezdolne do poruszenia tematów "wielkich". Właśnie taka postawa jest charakterystyczna w stosunku do komiku. Kojarzymy go z tematami lekkimi, może z pewną fantastyką - w każdym razie nie jest to dzieło, które traktujemy poważnie.
Okazuje się, że oprócz komiksu, można wyróżnić tzw. "powieść graficzną". Termin wskazuje wyraźnie na flirt słowa z obrazem - czyli komiksu z literaturą. Typowa słowna narracja podkreślana jest za pomocą obrazów, duże wrażenie robią też charakterystyczne pauzy - sam obraz, bez komentarza. Przypomina to raczej sposób realizacji filmów, dostajemy poszczególne kadry, z których składamy cała historię. Właśnie powieścią graficzną (nie komiksem!) jest "Blankets. Pod śnieżną kołderką." autorstwa Craiga Thompsona.
Nieprzypadkowo główny bohater ma na imię Craig. Ta powieść graficzna jest w dużym stopniu autobiografią. Sam autor podkreśla, że została oparta na własnych osobistych przeżyciach, a tylko niektóre postaci i wydarzenia zostały zmodyfikowane. Zaraz po zakończeniu lektury z łatwością możemy wyszukać kilka dominant: 1. historia zagubionego chłopca; 2. nabywanie i utrata wiary; 3. pierwsza miłość; 4. utrata złudzeń. Taki układ wydaję się wręcz banalny i mało pociągający. Zakrawa o "letnią wodę, po której chce się rzygać". Zresztą sam tytuł w pierwszej chwili skojarzył mi się z niedojrzałymi, zagubionymi nastolatkami.
Jednak całe mistrzostwa Craiga polega na niesłychanie wciągającym sposobie narracji. Tą powieść graficzna dosłownie się połyka, ciężko się od niej oderwać. Pomaga w tym, nie tylko pewien uniwersalizm podjętych tematów (w końcu każdy przeżył nieszczęśliwą miłość, lub pamięta bóle dojrzewania) ale właśnie na bardzo specyficznym sposobie przedstawienia. Idealnie konfrontuje narracje słowną z obrazami, świetnie operuje pauzą. Wyraźnie wyczuwa się nieśpieszny rytm, który tylko pomaga uwolnieniu wszystkich emocji zawartych w prostych słowach.
Duże wrażenie robi świetnie wykorzystany topos platońskiej jaskini. Stanowi pewnego rodzaju podkreślenie wszystkich dotychczasowych przeżyć bohatera, a także jest elementem świetnie scalającym historię. Sama powieść wręcz pęka od różnego rodzaju zabiegów metaforycznych, jak chociażby palenie rysunków jako rozstanie się z przeszłością, czy też utrzymanie w podobnym tonie zamalowanie obrazu na ścianie. Bardzo pociąga ciężka atmosfera powieści. Mamy wrażenie narastającego chaosu, wszystkie wydarzenia wręcz się na sobie nadbudowują i podobnie jak główny bohater czujemy się w tym wszystkim zagubieni.
"Blankets. Pod śnieżną kołderką" jest dziełem tylko z pozoru lekkim. Już samo jego przeczytanie wzbudza w człowieku refleksyjny nastrój. To piękna, sentymentalna, naładowana emocjami, a jednocześnie banalna historia, która została po mistrzowsku opowiedziana.
Okazuje się, że oprócz komiksu, można wyróżnić tzw. "powieść graficzną". Termin wskazuje wyraźnie na flirt słowa z obrazem - czyli komiksu z literaturą. Typowa słowna narracja podkreślana jest za pomocą obrazów, duże wrażenie robią też charakterystyczne pauzy - sam obraz, bez komentarza. Przypomina to raczej sposób realizacji filmów, dostajemy poszczególne kadry, z których składamy cała historię. Właśnie powieścią graficzną (nie komiksem!) jest "Blankets. Pod śnieżną kołderką." autorstwa Craiga Thompsona.
Nieprzypadkowo główny bohater ma na imię Craig. Ta powieść graficzna jest w dużym stopniu autobiografią. Sam autor podkreśla, że została oparta na własnych osobistych przeżyciach, a tylko niektóre postaci i wydarzenia zostały zmodyfikowane. Zaraz po zakończeniu lektury z łatwością możemy wyszukać kilka dominant: 1. historia zagubionego chłopca; 2. nabywanie i utrata wiary; 3. pierwsza miłość; 4. utrata złudzeń. Taki układ wydaję się wręcz banalny i mało pociągający. Zakrawa o "letnią wodę, po której chce się rzygać". Zresztą sam tytuł w pierwszej chwili skojarzył mi się z niedojrzałymi, zagubionymi nastolatkami.
Jednak całe mistrzostwa Craiga polega na niesłychanie wciągającym sposobie narracji. Tą powieść graficzna dosłownie się połyka, ciężko się od niej oderwać. Pomaga w tym, nie tylko pewien uniwersalizm podjętych tematów (w końcu każdy przeżył nieszczęśliwą miłość, lub pamięta bóle dojrzewania) ale właśnie na bardzo specyficznym sposobie przedstawienia. Idealnie konfrontuje narracje słowną z obrazami, świetnie operuje pauzą. Wyraźnie wyczuwa się nieśpieszny rytm, który tylko pomaga uwolnieniu wszystkich emocji zawartych w prostych słowach.
Duże wrażenie robi świetnie wykorzystany topos platońskiej jaskini. Stanowi pewnego rodzaju podkreślenie wszystkich dotychczasowych przeżyć bohatera, a także jest elementem świetnie scalającym historię. Sama powieść wręcz pęka od różnego rodzaju zabiegów metaforycznych, jak chociażby palenie rysunków jako rozstanie się z przeszłością, czy też utrzymanie w podobnym tonie zamalowanie obrazu na ścianie. Bardzo pociąga ciężka atmosfera powieści. Mamy wrażenie narastającego chaosu, wszystkie wydarzenia wręcz się na sobie nadbudowują i podobnie jak główny bohater czujemy się w tym wszystkim zagubieni.
"Blankets. Pod śnieżną kołderką" jest dziełem tylko z pozoru lekkim. Już samo jego przeczytanie wzbudza w człowieku refleksyjny nastrój. To piękna, sentymentalna, naładowana emocjami, a jednocześnie banalna historia, która została po mistrzowsku opowiedziana.