środa, 25 marca 2009

Mijamy się...

Powoli zaczyna mnie nużyc ta opowieść... Snujesz ją za każdym razem, gdy się spotkamy. Zaczynasz jak zawsze od rzeczy codziennych, opowiadasz mi swój dzień. Ale później zaczynasz tak dziwnie i niepokojąca patrzeć i wtedy, wtedy zaczynasz opowiadać te swoje sny.
Od kilku tygodni nie słyszę nic innego. Nie mam pojęcia co tym razem zalęgło się w twojej chorej głowie. Wybacz, ale przestało mnie to interesować. Gdzieś za czwartym, albo piątym razem zwyczajnie mnie zanudziło! Bo ileż można słuchać o tym, że się miniecie. Na pewno się miniecie.
Jak ty to zaczynasz? Ach tak! Wyobraźmy sobie prostą sytuację - pociąg. W przedziale siedzą trzy osoby. Starsza pani od dłuższego czasu nie interesuje się współpasażerami. Najwyraźniej uznała ich za wystarczająco przyzwoitych, albo niegodnych jej złotych rad. Teraz spokojnie czyta gazetę. Nawet nie spoglądają na siebie. Tak bardzo są wpatrzeni w okno. Nic tylko uciekający krajobraz, drzewa, domy, mosty. Wszystkie takie niepewne, zawieszone w próżni codzienności. Powoli cały świat zwęża się do jednego małego przedziału, jeszcze chwila a te kilka metrów stanie się obrazem całej rzeczywistości. Wstała, nawet nie poprawiła letniej sukienki. Był to ruch nie tyle gwałtowny, co domagający się zauważenia. W sposób narzucający się wyszła z przedziału. Chciała, aby patrzył, aby widział jak ona wychodzi. O dziwo, zdobył się na ten jakże pełen patosu i desperacki gest: wybiegł za nią, aby jeszcze na chwilę uchwycić jej obraz. Tam nie było nikogo, w głuchej ciszy odbijał się rytmiczny stuk pociągu. Krajobraz przesuwał się przed oknem, pani starsza pogrążała się w popołudniowej drzemce. Wszystko teraz stało się tak bardzo codzienne i szare, i nawet słońce świeciło słabiej.
Przedstawiłeś mi różne wariacje tej opowieści. Czasem trzymałeś ją za rękę, rozstawaliście się z uśmiechem. Innym razem żegnałeś ją na stacji, tym przelotnym, zostającym w pamięci spojrzeniem. Jednak zawsze się mijaliście, a jeżeli nawet w snach wam nie po drodze, to co dopiero w rzeczywistości?
Gdy to piszę to dochodzę do wniosku, że też bym się bał. Że się z nią minę, a ona nawet nie zauważy tego przelotnego spojrzenia...

niedziela, 22 marca 2009

A cały świat jest jedną, wielką iluzją...

Okropny frazes w tytule, całkowicie bez polotu, jedna wielka oczywistość, o której nie trzeba wspominać. Ale jednak nie zastanawiamy się nad tym często. Pewna zapomniana nauka, którą zajmują się ludzie światu zbędni, rozwiązuje problem różnie. Raz odwołuje się do postrzeżeń, innym razem mówi o ideach, albo rozbija świat na sztucznie stworzone byty. Bo i filozofia jest iluzją - iluzją wiedzy. Już ktoś to kiedyś stwierdził.
Tworzymy własną rzeczywistość na każdym kroku. I nie jest to właściwość ludzi psychicznie chorych, ale każdy z nas posługuje się pewnym zestawem iluzji. Nie dostrzegamy ich, stanowią dla nas prawdy absolutnie, nie do podważenia. Odgradzają nas od niebezpieczniej prawdy, rzeczywistości, ale jednocześnie delikatnie ten obraz naginają. Podobny stan obserwujemy w deszczowy dzień, wystarczy tylko popatrzeć przez szybę.
Człowiek nie jest istotą zdolną do życia w niepewności. Dlatego też, mamy tendencję do uzupełniania kontekstu. Dodajemy pewne elementy, rozszerzając kontekst - przez to deformujemy poprzedni sens, jaki niosło ze sobą wydarzenie, ale zyskujemy coś pewnego, dotykalnego. Albo rzecz na taką wyglądająca. Wszystkie iluzje to najprostsze dopełnienia rzeczywistości.
Pomagają nam żyć, w zasadzie to dzięki nim wszyscy nie powariowaliśmy. Problem leży w świadomości. Na pierwszy rzut oka, to bez znaczenia czy ktoś jest świadomy istnienia przekłamań, czy nie - i tak w nich żyje. Z tym, że niekoniecznie. Świadomość pozwala kontrolować te dodatkowe sensy, widzimy ich istnienie, znamy podłoże. Moment utraty złudzeń nie jest już tak bolesny, szybko się podnosimy. Ten schizofreniczny stan może okazać się zdrowszy, od pełen integracji z dopowiedzianymi sensami. Bo co się stanie z człowiekiem, kiedy zanegujemy cała rzeczywistość, którą od podstaw stworzył? Zginie, zniknie? A może zostanie skazany na ponowne poszukiwania? Niektórzy tego boją się bardziej, niż samej śmierci.
To wszystko i tak jest bez znaczenia. Nic się nie poradzi na to, że nasze życie przypomina balansowanie na piłce, najczęściej nad przepaścią. Prędzej czy później każdy upadnie, ale od nas zależy czy lot będzie przyjemny.